Przyczyn jest przynajmniej kilka i na pewno lista, którą zaprezentuję, nie rości sobie pretensji do pełnego obrazu zjawiska, proszę ją traktować jako wstęp do dyskusji i pogłębionej refleksji.

Żyjemy w świecie, gdzie konflikty, często bardzo poważne, są zarówno elementem życia osobistego, rodzinnego, dotyczą całych grup społecznych, aż po poziom konfliktów międzynarodowych i międzypaństwowych włącznie. Bez mechanizmu deeskalcji sporów, tak, żeby możliwe było dalsze wspólne życie, a nie ciągła walka, niezastąpiona jest umiejętność wybaczania i nie odpowiadania złem na zło. Być może to nie jest dla wszystkich oczywiste, ale tę ideę, aby modlić się i dobrze życzyć swoim prześladowcom wprowadziło chrześcijaństwo. Bez tej idei, a co ważniejsze podążającej za nią praktyki, jesteśmy jako społeczeństwo, jako ludzkość skazani na spiralę przemocy, nieustanną vendettę, której nie ma końca. Oczywiście w umysłach niektórych spór można rozwiązać poprzez całkowite wyniszczenie przeciwnika, jego eksterminację, ale to z pewnością nie jest idea zakorzeniona w słowach i czynach Jezusa Chrystusa.

Po drugie wewnętrzna równowaga – coś, co językiem religijnym jest określane jako spokój ducha. Konflikty nie dzieją się tylko w przestrzeni społecznej. Często i to w znacznym nasileniu, zachodzą także w przestrzeni wewnątrzpsychicznej. Konflikty między id a superego: na ile mogę sobie pozwolić jeśli chodzi o realizację moich popędów – seksualnego, agresywnego, a gdzie powiedzieć sobie stop. Jakie wartości są wystarczająco ważne, aby poświęcić się, powstrzymać choć częściowo realizację swoich potrzeb. W świecie, w którym żyjemy, jest ogromna presja, aby kierować się li tylko swoim interesem, moje, mojsze, najmojsze, indywidualizm do kwadratu, do sześcianu, absolutyzacja własnego ego, powszechna narcyzacja kultury, celebryta jako najwyższy autorytet. W komunizmie, czy cywilizacji chińskiej, z którą już się mniej lub bardziej świadomie mierzymy, panuje odwrotne założenie – wspólnota wszystkim, jednostka niczym. Chrześcijaństwo proponuje rozsądny środek – każdy człowiek, obojętnie jakiej rasy, płci etc. jest wielką wartością, umiłowanym dzieckiem Boga. Ale ten fakt, ten dar do czegoś zobowiązuje, przede wszystkim do bycia dobrym dla innych, w szczególności słabych, bezbronnych, tych, którzy sami nie są w stanie się ochronić bo wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych…

Chrześcijaństwo pozwala także zachować równowagę w znaczeniu co wolno, co nie. Jest dalekie od przyzwalania na wszystko ale też nie zakazuje nadmiernie… Wiem, wiem, od razu odezwą się głosy, że jak to nie zakazuje, przecież to potworna opresja zniechęcać do przerywania ciąży, środków antykoncepcyjnych, pornografii etc. Chrześcijańska etyka seksualna to temat na osobny artykuł, ale proszę uwierzyć, w historii ludzkości społeczeństwa, które przekroczyły pewną granicę permisywizmu seksualnego, źle na tym wychodziły. Oczywiście do dyskusji jest kwestia, gdzie ta granica przebiega, ale myśl, że wszystko w przestrzeni seksualności wolno i nie ma żadnych granic, nie da się obronić nie tylko z perspektywy chrześcijaństwa, ale także z perspektywy lewicowego w końcu ruchu społecznego jakim był/jest Metoo.

Kolejnym argumentem za prawdziwym chrześcijaństwem, tzn. sytuacją w której ludzie rzeczywiście żyją wyznawanymi wartościami, jest kwestia zaufania. np. w biznesie. Neil Ferguson w swojej świetnej książce „Cywilizacja” (angielski tytuł „The West and the Rest”) pisze o wilczym kapitalizmie współczesnych Chin, gdzie bycie współwyznawcą chrześcijaństwa zmniejsza ryzyko, że ktoś cię oszuka w interesach. Nie chodzi zresztą tylko o biznes. Stabilność związków małżeńskich – w Polsce na 100 małżeństw rozpada się 33, ale wśród wierzących ten odsetek jest wyraźnie mniejszy, a rozwody wśród osób głęboko wierzących i  praktykujących są incydentalne (…).

Kolejną zasługą chrześcijaństwa jest stworzenie przestrzeni, dzięki której stał się możliwy sprawniejszy rozwój społeczny, w tym także gospodarczy. Jeśli kogoś zaskakuje ta część związana z gospodarką, zachęcam do lektury „Ekonomii dobra i zła” Tomasa Sedlacka, doradcy prezydenta Havla, bądź do zapoznania się z poglądami Friedricha Augusta von Hayeka, laureata nagrody Nobla z ekonomii. Co do rozwoju społecznego, jest on często sumą rozwojów indywidualnych, a przecież przypowieść o talentach do czegoś zobowiązuje.

Przy czym, chrześcijaństwo nie ulega, a w każdym razie nie powinno ulegać pokusie stworzenia raju na ziemi, „nowego wspaniałego świata”. Inny lepszy, najlepszy świat czeka poza granicami tego świata. Dzięki temu chrześcijanie mając świadomość swoich ograniczeń są mniej podatni na próby realizacji utopii – komunistycznych, rasowych czy jakichkolwiek innych, które co do zasady prowadziły do zbrodni, po ludobójstwo włącznie.


Chrześcijaństwo to także wrażliwość na sztukę. Wiele wspaniałych dzieł architektury, malarstwa, rzeźby, czy muzyki  miało związek, często bezpośredni, z chrześcijaństwem. Oratorium Mesjasz Händla, Pieta Michała Anioła, Bazylika św. Piotra, Kaplica Sykstyńska etc., etc. Nie da się, zachowując wewnętrzną uczciwość, zrozumieć Europy, rozwijać Europy bez uszanowania dziedzictwa chrześcijaństwa (podobnie jak dziedzictwa starożytnej Grecji i Rzymu).


Wreszcie – odwaga. Francis Drake po powrocie z rejsu dookoła świata, pierwszego dokonanego przez nie-Hiszpana, zanotował w swoim dzienniku pokładowym „soli Deo gratia” – tylko Bogu to zawdzięczam. Edmund Hillary, pierwszy zdobywca Mount Everestu na szczycie zostawił pamiątkę po swoim dokonaniu – mały krzyżyk. Tym co pozwalało przetrwać rotmistrzowi Pileckiemu w piekle Auschwitz i katowniach UB była głęboka, odważna wiara. Skąd tyle lęku we współczesnym świecie? Wiemy, że nasza kontrola nad rzeczywistością jest tylko częściowa, a  w wielu wypadkach  złudna. Jednocześnie nie chcemy pogodzić się i zaufać Temu, kto może dać nam moc do radzenia sobie z zadaniami, które są w naszym zasięgu, pokorę do pogodzenia się z tym, co od nas nie zależy i mądrość w rozróżnieniu jednego od drugiego (modlitwa AA).


Odcinając się od chrześcijaństwa, odcinamy się od istotnego korzenia naszej cywilizacji, bez którego nie byłoby wielu wartościowych instytucji, jak uniwersytety czy szpitale, dzieła charytatywne z Międzynarodowym Czerwonym Krzyżem na czele. Czy na prawdę w imię krytycznego (często słusznie) podejścia do instytucji Kościoła i historii chrześcijaństwa, w której było wiele zła wyrządzonego przez chrześcijan zarówno osobom innych religii jak i innym chrześcijanom musimy potępiać wszystko w czambuł i wylewać dziecko z kąpielą? Jeśli tak, to jesteśmy skazani na zniszczenie wszystkiego, gdyż nie ma realnego zjawiska, instytucji itd. które byłoby jednoznacznie idealne i pozbawione wad. Cytując Adama Asnyka ale nie depczcie przeszłości ołtarzy choć