Intencja krakowskiego Muzeum Fotografii zawarta w tytule wystawy jest jasna: zobaczyć kolor tam, gdzie miało go nie być. Zamierzenie zdecydowanie się powiodło, wystarczyło spojrzeć na cyjanotypie i dagerotypy – koloru uniknąć się nie dało.

Być może jednak nie o taki kolor w tych monochromach chodzi, tylko o kolor, który jest znaczeniem i jednoczesną refleksją. W naszym pokolorowanym współczesnym świecie tych drugich kolorów jest znacznie mniej. W końcu do takiego MuFo idzie się też po to, żeby pomalować coś sensem albo odkryć, jaką barwę ma jego brak. Na wystawie jest między innymi Bułhak i jest Rydet, a ci wiedzieli, jak szukać tego drugiego koloru.

Jest to także wystawa dla tych, którzy chcą poznać stare techniki utrwalania obrazu, o których w naszych przejaskrawionych i przesyconych obrazem czasach zapominamy. Czym różni się dagerotyp od ambrotypu? A jak się mają odbitki albuminowe do izohelii wynalezionej przez polskiego chemika i fotografika – Witolda Romera? Dla osób studiujących wystawa będzie pomocna.
Dlaczego ludzie od tak dawna, przez dziesięciolecia żmudnie starali się zatrzymać i utrwalić obraz? Co nas do tego skłaniało i skłania? A może to tylko po to, żeby nagle na tej wystawie ni stąd ni zowąd pośród dziesiątków fotografii zobaczyć Kraków…

