Punkty widzenia są rzeczywiście różne i to dobrze. Steven Pinker wyrażający niezwykłą ufność w rzetelność prowadzonej kontroli badań i zdolność społeczną do racjonalnego planowania i spokojnego, rozumnego kontrolowania niebezpieczeństw staje naprzeciwko Jaana Tallinna, który skażony okresem życia pod presją polityczną ZSRR takiej ufności nie posiada i wprost prosi: Nie wahaj się mówić prawdy, nawet gdy drży ci głos.
Komu miałby zadrżeć głos, gdy mowa jest z lękiem o sztucznej inteligencji? Trochę to wyjaśnia w innym tekście Max Tegmark wskazując na środowiska zainteresowane biznesowymi zastosowaniami sztucznej inteligencji (korporacje), nieposkromione ambicje twórczych programistów oraz powszechnie obecne pragnienie nieśmiertelności, którą mogłoby zapewnić przekopiowanie ludzkiego umysłu do sztucznej sieci neuronalnej, odporniejszej od sieci biologicznej. Czyżby sztuczna inteligencja rysowała się tutaj jako instancja władna zaspokajać ludzką chciwość, ambicję i pragnienie nieśmiertelności? Cała nasza kultura i sztuka ilustrują, jak bardzo niebezpieczne są te motywy.
Punkty widzenia pochodzą od utytułowanych naukowców, także noblistów, w takich dziedzinach jak fizyka, nauki komputerowe, historia nauki i historia sztuki, filozofia i psychologia, a także od przedsiębiorców i właścicieli firm w branży IT. Wypowiedzi nie są długie, raczej syntetyczne, sprawiają wrażenie przemyślanych. W książce nie wydaje się przeważać lęk przed sztuczną inteligencją i niechęć do niej, ale też ton wypowiedzi nie uderza w hurraoptymizm i uwielbienie dla tej nowej technologii informatycznej.
Pisząc to zdaję sobie nagle sprawę, że od pierwszego wydania tej książki w 2019 roku upłynęło 6 lat i dzisiaj takie sformułowanie, jak „nowa technologia informatyczna”, może wydawać się kontrowersyjne. Może tych kilka lat temu nie, ale w roku 2026, kiedy wszyscy spodziewają się narodzin ogólnej sztucznej inteligencji (AGI), mowa o „technologii informatycznej” to znaczne uproszczenie. Czyżby słowo „narodziny” też było nieadekwatne? No ale ludzki umysł jakoś je w tym kontekście umieszcza…Czyżby 6 lat rozwoju tej dziedziny to była niemal epoka? Ten bezlik kolejnych książek po książce Brockmana…
Póki co milczenie psychiatrów i psychoterapeutów wydaje się niepokojące, być może rozwój naszych dziedzin przebiegał powoli, znacznie wolniej. Refleksję trzeba jednak od czegoś zacząć, może właśnie od szacownych autorów tej książki…
