Jeśli taka książka, jak ta, trafia do kosza z przecenionymi książkami w supermarkecie, to mówi to coś o naszej zbiorowej podświadomości, a jeśli w dodatku znajduje ją tam przypadkowo psychiatra, to staje się jasne, że odrywamy psychikę od wątków socjo-technologicznych, w jakich nam przychodzi żyć. Niemały wstyd.

Wszyscy czujemy, że coś się z tą technologią cyfrową dzieje, co jakiś czas wypływają nowe terminy, których nikomu nie chce się w szczegółach analizować, a zresztą jest to trudne i nudne – jacyś trolle, hackerzy, jakieś bitcoiny, coraz częściej AI albo SI, jakieś dark-nety, o których ani usłyszeć ani przeczytać. Zbiorowo schowane pod stół, a za chwilę ktoś powie, że pod dywan.

Bartlettowi chyba już o to chodzi i dlatego stara się ostrzegać przed skutkiem technologicznie wywołanej zmiany ustroju i życia społecznego, bo to już przerabialiśmy w przypadku feudalizmu, monarchii absolutnej, komunizmu, a teraz demokracji? Cenię Bartletta za to, że ani nie potępia krańcowo technologii ani krańcowo nie gloryfikuje demokracji, po prostu opowiada się za narzędziami rozumowymi i uwzględnianiem moralności, a nie procesami żywiołowymi. Współczesna technologia jest obecnie takim żywiołowym procesem.

Czytelniku, jeśli nic Ci nie mówią takie np. nazwiska jak Timothy May, Chuck Hammill, Hans Moravec, Howard Rheingold, jeśli nie wiesz, czy w oparciu o analizę big data można uzyskiwać wyniki oceny osobowości ludzkiej dorównujące wynikom testów psychologicznych, jeśli nie wiesz, jaka liczba osób pracowała jednocześnie w Google’u i Białym Domu, ani nie przewidujesz, jak i jakie perspektywy otwiera sztuczna inteligencja dla manipulowania wyborcami politycznymi i tworzenia nowych pokrzywdzonych mniejszości w Internecie, to przeglądnij tę książkę, przeczytaj dokładniej choćby jeden rozdział, a na koniec rozważ, czy i w jakim stopniu proponowane przez autora środki zaradcze są wystarczające. Wylicza on 20 postulatów w obronie ludzkiej demokracji, chociaż skromnie objętych nawiasem w tytule. Mamy jeszcze szanse, autor przekonuje, że nie jesteśmy całkowicie przegrani…

Chwała autorowi za zwrócenie uwagi na internetowe mechanizmy, które z łatwością zamykają nas w bańkach informacyjnych, prowadząc do błyskawicznych i namiętnych antagonizacji ku uciesze różnej maści manipulantów. Ten autor w taką stronę nie zmierza.