Niby bajka, kolejna z uwielbianego przez miliony ludzi na całym świecie cyklu, domykająca całość. Ale inna niż pozostałe. Co prawda nadal momentami  śmieszna, ale konfrontująca z poważnymi zagadnieniami, jak np. konsekwencje własnych decyzji, działań. Wiele osób, zgodnie z zasadą „przecież nic mi się nie może stać” uprawia wyścigi samochodowe w centrach dużych miast, używa substancji psychoaktywnych doprowadzając się do ruiny fizycznej i psychicznej, porzuca swoich najbliższych, etc., często pozostając w przekonaniu, że czynią słusznie. Zresztą Shrek naprawdę nie chce nic złego. Chce trochę odpocząć od męczącego kołowrotka codziennych obowiązków, rutyny, hałasu. Chce poczuć się choć przez jeden dzień wolny, bez zobowiązań. Idzie na układ z pewnym sprytnym karzełkiem (uwaga, spojlery) i nagle okazuje się, że może stracić wszystko – swoją rodzinę, swoich przyjaciół, swoje życie. I o tym tak naprawdę jest ten film – o wartości życia, o wartości bliskości, miłości. O tym, jak ryzyko ich utraty, uświadamia nam  ich wartość. Ten jeden dzień, który Shrek oddał karzełkowi, okazuje się bowiem dniem jego narodzin. Skoro się nie urodził, to nie poznał Fiony, nie urodziły się im dzieci, nie poznał Osła, Kota w butach, etc. Nie ma tego świata, który poznawaliśmy w ciągu wcześniejszych filmów, bo zabrakło Shreka. To przyczynek do dyskusji o wartości życia i potwierdzenie prawdziwości maksymy – „kto ratuje jedno życie….”

https://www.filmweb.pl/film/Shrek+Forever-2010-133925

https://pl.wikipedia.org/wiki/Shrek_Forever